201812.01
0

Złodziej „dżentelmen” nie będzie musiał już śledzić przepisów ustalających wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę.

Kilka lat temu, na jednym ze znanych kanałów telewizji komercyjnej, oglądałem reportaż opisujący metody działania złodziei działających w pociągach dalekobieżnych. Jako miejsce „polowań” na swoje ofiary złodzieje wybierali wagony zwane potocznie „bonanzą”. Wagony te charakteryzują się tym, że siedzenia usytuowane są w taki sposób, że za oparciem siedzenia jednego pasażera znajduje się oparcie siedzenia innego pasażera, de facto w odbiciu lustrzanym. Osoby korzystające z takich wagonów, zwłaszcza na dłuższych trasach wieszały swoje płaszcze lub marynarki na wieszakach przy oknie. Były one jednak dostępne na wyciągnięcie ręki osób siedzących tyłem do właściciela takiego płaszcza. Dzięki temu złodzieje mieli dostęp do płaszczy nieostrożnych podróżnych a zwłaszcza do przechowywanych w nich portfeli.

Często zdarzało się, że złodziej taki „wyławiał” z płaszcza lub marynarki nieostrożnego podróżnego portfel wypełniony gotówką, zwinnym ruchem ręki odliczał określoną kwotę i portfel odkładał wraz z pozostałą zawartością, na swoje pierwotne miejsce. Do roku 2013 złodziej „dżentelmen” odliczał kwotę nie większą niż 250 zł. Po listopadzie 2013 roku każdy z takich złodziei musiał śledzić na bieżąco Rozporządzenie Rady Ministrów w sprawie wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę, gdyż odliczona przez niego kwota nie mogła być wyższa niż ¼ takiego minimalnego wynagrodzenia.

Zachowanie takie nie miało nic oczywiście wspólnego z byciem dżentelmenem a na pewno nie było spowodowane wyrzutami sumienia. Wynikało natomiast z ostrożności i doświadczenia osób dokonujących kradzieży.
Otóż nie każda kradzież powoduje takie same skutki w sferze odpowiedzialności sprawcy. Ustawodawca ustalił pewne limity, których przekroczenie powodowało, że kradzież taka nie jest traktowana jako wykroczenie lecz jako przestępstwo, które jest karane surowiej.
Gdyby kradzież potraktować jako wykroczenie to osoba jej dokonująca, zgodnie z art. 119 kodeksu wykroczeń podlegałaby karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny. Natomiast gdyby ten sam czyn zakwalifikowany został jako przestępstwo to zgodnie z art. 278 kodeksu karnego osoba taka podlegałaby karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5 a w wypadku mniejszej wagi, sprawca podlegałby grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Biorąc jednak pod uwagę to, że osoby takie czynią sobie z kradzieży sposób na życie to o wiele ważniejszą niż wysokość grożącej kary okazuje się podejście ustawodawcy do recydywy. Zgodnie z art. 38 kodeksu wykroczeń ukaranemu co najmniej dwukrotnie za podobne wykroczenia umyślne, który w ciągu dwóch lat od ostatniego ukarania popełnia ponownie podobne wykroczenie umyślne, można wymierzyć karę aresztu, choćby było zagrożone karą łagodniejszą.

W przypadku zaś przestępstwa zgodnie z art. 64 kodeksu karnego jeżeli sprawca skazany za przestępstwo umyślne na karę pozbawienia wolności popełnia w ciągu 5 lat po odbyciu co najmniej 6 miesięcy kary umyślne przestępstwo podobne do przestępstwa, za które był już skazany, sąd może wymierzyć karę przewidzianą za przypisane sprawcy przestępstwo w wysokości do górnej granicy ustawowego zagrożenia zwiększonego o połowę.

Do listopada roku 2013 limitem który powodował, że kradzież traktowana była jako wykroczenie była wartość 250 zł, następnie ustawodawca postanowił, że dopiero przekroczenie kwoty stanowiącej ¼ minimalnego wynagrodzenia spowoduje, że kradzież będzie traktowana jako przestępstwo. W związku z ostatnią nowelizacją kodeksu wykroczeń, która weszła w życie w dniu 15 listopada 2018 roku, wartość ta ostatecznie ustalona została na 500 zł. Złodzieje „dżentelmeni” nie będą więc już musieli śledzić przepisów ustalających wartości minimalnego wynagrodzenia za pracę.

Fot: Fotolia